- BLIŹNIAKI !?
- Tak czy coś się stało proszę Pani ?
- Nie, nie. Jest świetnie !
- Dobrze ja już idę, do widzenia ! - powiedziała Ginekolog
Zaczęłam znów myśleć, tym razem bliźniaki. Hmm... Co jeszcze, może kurcze jeszcze mam brata ?! Nie, nie to nie możliwe. A może będę z Fede ? Miałam najgorsze myśli, czy to tak ma wyglądać, że życie składa się z niespodzianek ? Moje myśli zajmuje jedno. Czy Leon wygląda gorzej czy lepiej ode mnie. W końcu no tak, było z nim gorzej ale może ma mniej obrażeń ale za to poważniejszych. Więc czy będę musiała się nim opiekować ?. A może pójdę do niego?
- Panie doktorze !
Do sali weszła pielęgniarka.
- Coś się stało ?
- Tak. Chce iść do narzeczonego
- Proszę bardzo, sala 67 - powiedziała i odpięła mnie od urządzeń
Wyglądała na nie miłą, ale co to ma za znaczenie to tylko pielęgniarka. Teraz liczę się ja i Leon,tylko my i nasze dziecko, nie nie. Poprawka, dzieci...
Doszłam używając kul ortopedycznych. Widzę Leona przez szybę... Zapytałam się lekarza czy mogę wejść. On oczywiście nie zaprzeczył. Wchodzę o moich siłach do narzeczonego. Nie widzę dużych obrażeń, wtedy też obudził się Leon.
- Viola...
Nie odpowiedziałam tylko chwyciłam go mocno za rękę. Pomachał mi znacząco ręką. Zbliżyłam się do Leona, wyszeptał 2 słowa, chyba na więcej nie miał siły. Ja go też znacząco pocałowałam. czułam jak podajże łzy mu po policzkach spływają. On, on jest inny niż wszyscy.
- Nie płacz
- Nie płaczę
- To czemu to czuję
- Bo jest mi smutno, już nigdy nie będę normalny
- Będziesz
- nie
- tak
- Masz rację ? Jesteś pewna ?
- Tak. Kocham Cię
- I You too
Byłam pewna że zawsze będzie między nami dobrze. Kiedy odsunęłam się od Leona, ona zaczął przeraźliwie kaszleć, tak jakby się dusił...
__________________________________________
Przepraszam ze nie byo rozdziały w niedziele ale byłam nocować
u babci. Ale teraz jest :) Więc zapraszam do czytania
:)
~ Kasia
środa, 30 kwietnia 2014
środa, 23 kwietnia 2014
Rozdział 23 - Dzieci ?
W jednej chwili mój świat zaczął się kręcić, tak jak wtedy co leżałam na ziemi kiedy karetka wybuchła. Przed moimi oczami stanął czarny obraz. Straciłam równowagę...
- Viol... - tylko usłyszałam kawałek mojego imienia wykrzyczany przez Angie.
Kiedy się obudziłam na zegarku wybiła godzina 12, przeważnie o tej godzinie, wychodziła bym z psami na dwór. No tak psy, muszę powiedzieć komuś żeby do nich pojechał.
- Angie ! - zaczęłam krzyczeć z sali, a ona od razu weszła.
- Co się stało kochanie, już się obudziłaś ?
- Tak Angie, ale mam prośbę
- Co się stało ?
- Zadzwoń do Franceski powiedz żeby przyjechała ...
- Dobrze Violu - Angie wyszła z sali, poszła zadzwonić.
Ja na chwilę zamknęłam oczy, zaczęłam myśleć o Leonie, czy żyje ? Nie wpuszczałam najgorszych myśli do głowy. Jeszcze 1 myśl ogarnęła moją głowę, czy dziecko, jest moje i Leona ? Bo w końcu nie mam pewności że nie jest ono Diega i moje. Boję się o to.
- Puk, puk - Fran lekko odchyliła drzwi
- Proszę !
- Cześć Violu, ledwo jak usłyszałam co się stało to przyjechałam
- Fran bardzo Ci dziękuję, potrzebuję Cię
- Oczywiście, coś ma...
- Fran ! - przerwałam przyjaciółce
- Wiem co się stało nie musisz opowiadać, Angie mi wszystko powiedziała
- Eh.. - Westchnęłam i uśmiechnęłam się do Franceski
- W czymś Ci pomóc ?
- Mam prośbę
- Hmm... Jaką
- Mam 2 psy, dwa Yorki i potrzebuję aby się ktoś nimi zajął
- Oczywiście że się nimi zajmę, wezmę je do siebie
- Na prawdę ?
- Tak, zawsze możesz na mnie liczyć, to ja lecę Violu aby twoje pieski nie zdechły
- Fran, nawet tak nie mów ! Papa kochana
- Paa - powiedziała moja przyjaciółka
Ahh, to może jednak zapytam lekarza co z Leonem.
- Angie !! - zawołałam moją ciocię
- Tak ?
- Pójdź po lekarza który zajmuję się Leonem, proszę
- Dobrze
Po upływie 15 minut lekarz Leona wchodzi do sali...
- Dzień dobry Panno Castillo
- Dzień dobry, może mi Pan powiedzieć czy Leon żyje i jak się czuję
- Leon ? Leon Verdas, tak ?
- Tak
- Leon był ciężką sprawą
- Był ?!
- Był podczas operacji, miał dużo ran
- Miał ?! Był ?! Czy to znaczy że on nie żyje ?!
- Nie, oczywiście że żyje, uratowaliśmy go.
- To dlaczego wczoraj mówiliście że jest źle ?
- Ponieważ Pan Verdas miał ciężką ranę prawej nogi, ale jest dobrze, 4 tygodnie i Leon będzie gotowy żyć jak dawniej, a Pani za 2 tygodnie
- Oh, dziękuję Panu za te ważne informacje.
- Nie ma za co, ale Pani ginekolog ma dla Ciebie informacje - lekarz powiedział i wyszedł
Informacje ? Czyżby dziecko było Diega ? To by było nie możliwe. Przecież jak bym wtedy sobie poradziła ? Nagle moje myślenie przerwała Pani ginekolog
- Panna Violetta Castillo ?
- Tak, proszę, coś się stało bo raczej nie miewam wizyt ginekologów
- Nie nic poważnego, dzieci są Pana Leona i Pani, nie ma się o co bać. Wszystko jest zgodne niech się pani nie boi o to że dzieci są kogoś innego
- To dobrze ale chwila, dzieci ?
- Tak to bliźniaki ...
____________________________________________
Zwrot akcji, zapierający dech w piersiach. Leon żyje, i bliźniaki ?
Haha, kochani po tamtych komentarzach prawie umieraliście. Przecież
nie zabiła bym Leona. xD ale wiecie nowa wena i nowa ja :)
Dziękuję za przeczytanie i komentarze (następny rozdział w niedziele)
~ Kasia (Katy)
- Viol... - tylko usłyszałam kawałek mojego imienia wykrzyczany przez Angie.
Kiedy się obudziłam na zegarku wybiła godzina 12, przeważnie o tej godzinie, wychodziła bym z psami na dwór. No tak psy, muszę powiedzieć komuś żeby do nich pojechał.
- Angie ! - zaczęłam krzyczeć z sali, a ona od razu weszła.
- Co się stało kochanie, już się obudziłaś ?
- Tak Angie, ale mam prośbę
- Co się stało ?
- Zadzwoń do Franceski powiedz żeby przyjechała ...
- Dobrze Violu - Angie wyszła z sali, poszła zadzwonić.
Ja na chwilę zamknęłam oczy, zaczęłam myśleć o Leonie, czy żyje ? Nie wpuszczałam najgorszych myśli do głowy. Jeszcze 1 myśl ogarnęła moją głowę, czy dziecko, jest moje i Leona ? Bo w końcu nie mam pewności że nie jest ono Diega i moje. Boję się o to.
- Puk, puk - Fran lekko odchyliła drzwi
- Proszę !
- Cześć Violu, ledwo jak usłyszałam co się stało to przyjechałam
- Fran bardzo Ci dziękuję, potrzebuję Cię
- Oczywiście, coś ma...
- Fran ! - przerwałam przyjaciółce
- Wiem co się stało nie musisz opowiadać, Angie mi wszystko powiedziała
- Eh.. - Westchnęłam i uśmiechnęłam się do Franceski
- W czymś Ci pomóc ?
- Mam prośbę
- Hmm... Jaką
- Mam 2 psy, dwa Yorki i potrzebuję aby się ktoś nimi zajął
- Oczywiście że się nimi zajmę, wezmę je do siebie
- Na prawdę ?
- Tak, zawsze możesz na mnie liczyć, to ja lecę Violu aby twoje pieski nie zdechły
- Fran, nawet tak nie mów ! Papa kochana
- Paa - powiedziała moja przyjaciółka
Ahh, to może jednak zapytam lekarza co z Leonem.
- Angie !! - zawołałam moją ciocię
- Tak ?
- Pójdź po lekarza który zajmuję się Leonem, proszę
- Dobrze
Po upływie 15 minut lekarz Leona wchodzi do sali...
- Dzień dobry Panno Castillo
- Dzień dobry, może mi Pan powiedzieć czy Leon żyje i jak się czuję
- Leon ? Leon Verdas, tak ?
- Tak
- Leon był ciężką sprawą
- Był ?!
- Był podczas operacji, miał dużo ran
- Miał ?! Był ?! Czy to znaczy że on nie żyje ?!
- Nie, oczywiście że żyje, uratowaliśmy go.
- To dlaczego wczoraj mówiliście że jest źle ?
- Ponieważ Pan Verdas miał ciężką ranę prawej nogi, ale jest dobrze, 4 tygodnie i Leon będzie gotowy żyć jak dawniej, a Pani za 2 tygodnie
- Oh, dziękuję Panu za te ważne informacje.
- Nie ma za co, ale Pani ginekolog ma dla Ciebie informacje - lekarz powiedział i wyszedł
Informacje ? Czyżby dziecko było Diega ? To by było nie możliwe. Przecież jak bym wtedy sobie poradziła ? Nagle moje myślenie przerwała Pani ginekolog
- Panna Violetta Castillo ?
- Tak, proszę, coś się stało bo raczej nie miewam wizyt ginekologów
- Nie nic poważnego, dzieci są Pana Leona i Pani, nie ma się o co bać. Wszystko jest zgodne niech się pani nie boi o to że dzieci są kogoś innego
- To dobrze ale chwila, dzieci ?
- Tak to bliźniaki ...
____________________________________________
Zwrot akcji, zapierający dech w piersiach. Leon żyje, i bliźniaki ?
Haha, kochani po tamtych komentarzach prawie umieraliście. Przecież
nie zabiła bym Leona. xD ale wiecie nowa wena i nowa ja :)
Dziękuję za przeczytanie i komentarze (następny rozdział w niedziele)
~ Kasia (Katy)
niedziela, 20 kwietnia 2014
Rozdział 22 - Czy to koniec ?
Świat w okół mnie zawirował, poczułam ogromny ból w klatce piersiowej... Wszędzie! Wszystko kręciło się w prawo i w lewo potem na dół i do góry. Podniosłam rękę, całą zakrwawioną i brudną, druga całą spuchnięta. podniosłam się z ziemi używając zakrwawionej ręki. Rozglądam się w okół, czuć zapach siarki i wszędzie jest dym. Otarłam rękę o ubranie. Zobaczyłam na niej parę ran, nagle przypomniałam sobie gdzie byłam. Byłam w karetce a teraz, teraz leże na ziemi. Był ze mną Leon.
- Leon !, Leon ! - krzyczałam, aż do zdarcia gardła.
Wstałam z ziemi na jedną nogę kulałam, ale zaczęłam szukać Leona. Skakałam na jedną nogę co też sprawiało wielki ból gdyż była przecięta. Nagle w dymie ujrzałam męską sylwetkę. Podeszłam do mężczyzny. Tak to był Leon.
- Leon, żyjesz - przykucnęłam do mojego narzeczonego
Nie dał żadnego znaku życia, wróciłam do miejsca w który leżałam, znalazłam moją torebkę. Wyciągnęłam telefon, wpisałam 999. Po upływie zaledwie 10 min dojechali, chyba 6 karetkami i 3 straże pożarne oraz policja. Tylko ja byłam przytomna. Zabrali nas na oddział po wypadkowy. Ja miałam parę zabiegów czyli zszycie ran otwartych, obłożenie opuchlizny i maść na uderzenia. Dziecku się nic nie stało byłam na USG, z moją głową też okej. Na razie leże na sali gdzie nie ma żadnych innych ludzi. Jestem podpięta do różnych urządzeń, najpierw się prześpię a potem zacznę wołać pielęgniarki. Godzina : 18:45, obudziłam się i zapytałam lekarza czy mogę już zostać odpięta, on tylko pokiwał głową na tak. Następnie mnie odłączył od różnych pikadełek. Wstałam z łóżka używając jednej kuli, zaczęłam szukać Leona. Podeszłam do lekarza, lecz on mnie olał. Wtedy usłyszałam krzyki za mną.
- Viola !, Violetta ! - obróciłam się i zobaczyłam Angie i tatę.
Angie do mnie podbiegła i lekko przytuliła aby mi nic nie zrobić, tata tylko podszedł i dał mi całusa w czoło
- Co Ci się stało Violu - mówiła do mnie Angie, ocierając łzy.
- Mieliśmy wypadek jadąc w karetce
- Wy ? - zapytał tata
- Tak, ja i Leon, bo ja zemdlałam i Leon wezwał karetkę i kiedy nią jechaliśmy karetka wybuchła.
- Eh... - Angie jeszcze bardziej się rozpłakała.
Tata przytulił Angie, bardzo ją kocha.
- Angie ? - zwróciłam się do mojej cioci
- Tak, kochanie
- Proszę zapytaj lekarzy co z Leonem bo oni mnie olewają - poprosiłam Angie
- Ależ oczywiście Violu.
Angie podeszła do lekarzy ale on nie udzielił jej informacji. Musiałam ja podejść. Poszłam do pokoju z trudem.
- Panno Violetto, Pani narzeczony właśnie jest na sali operacyjnej, lekarze walczą o jego życie...
__________________________________________
Ahh.. poruszające :'( Taka wena :) xD
Przepraszam że mnie nie było kochani ale miałam złamaną rękę :(
Więc dziękuję za przeczytanie i za komentarze
Rozdziały będą 2 razy w tygodniu w środę i niedzielę :)
~ Kasia :) (Katy)
- Leon !, Leon ! - krzyczałam, aż do zdarcia gardła.
Wstałam z ziemi na jedną nogę kulałam, ale zaczęłam szukać Leona. Skakałam na jedną nogę co też sprawiało wielki ból gdyż była przecięta. Nagle w dymie ujrzałam męską sylwetkę. Podeszłam do mężczyzny. Tak to był Leon.
- Leon, żyjesz - przykucnęłam do mojego narzeczonego
Nie dał żadnego znaku życia, wróciłam do miejsca w który leżałam, znalazłam moją torebkę. Wyciągnęłam telefon, wpisałam 999. Po upływie zaledwie 10 min dojechali, chyba 6 karetkami i 3 straże pożarne oraz policja. Tylko ja byłam przytomna. Zabrali nas na oddział po wypadkowy. Ja miałam parę zabiegów czyli zszycie ran otwartych, obłożenie opuchlizny i maść na uderzenia. Dziecku się nic nie stało byłam na USG, z moją głową też okej. Na razie leże na sali gdzie nie ma żadnych innych ludzi. Jestem podpięta do różnych urządzeń, najpierw się prześpię a potem zacznę wołać pielęgniarki. Godzina : 18:45, obudziłam się i zapytałam lekarza czy mogę już zostać odpięta, on tylko pokiwał głową na tak. Następnie mnie odłączył od różnych pikadełek. Wstałam z łóżka używając jednej kuli, zaczęłam szukać Leona. Podeszłam do lekarza, lecz on mnie olał. Wtedy usłyszałam krzyki za mną.
- Viola !, Violetta ! - obróciłam się i zobaczyłam Angie i tatę.
Angie do mnie podbiegła i lekko przytuliła aby mi nic nie zrobić, tata tylko podszedł i dał mi całusa w czoło
- Co Ci się stało Violu - mówiła do mnie Angie, ocierając łzy.
- Mieliśmy wypadek jadąc w karetce
- Wy ? - zapytał tata
- Tak, ja i Leon, bo ja zemdlałam i Leon wezwał karetkę i kiedy nią jechaliśmy karetka wybuchła.
- Eh... - Angie jeszcze bardziej się rozpłakała.
Tata przytulił Angie, bardzo ją kocha.
- Angie ? - zwróciłam się do mojej cioci
- Tak, kochanie
- Proszę zapytaj lekarzy co z Leonem bo oni mnie olewają - poprosiłam Angie
- Ależ oczywiście Violu.
Angie podeszła do lekarzy ale on nie udzielił jej informacji. Musiałam ja podejść. Poszłam do pokoju z trudem.
- Panno Violetto, Pani narzeczony właśnie jest na sali operacyjnej, lekarze walczą o jego życie...
__________________________________________
Ahh.. poruszające :'( Taka wena :) xD
Przepraszam że mnie nie było kochani ale miałam złamaną rękę :(
Więc dziękuję za przeczytanie i za komentarze
Rozdziały będą 2 razy w tygodniu w środę i niedzielę :)
~ Kasia :) (Katy)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)