- Nie, nie , nie !!!!! To nie może być prawda, Violetto wstań, już - krzyknął mój tata, stałam się poirytowana
- Nie rozumiem tato twojego zaskoczenia i nie potrzebnego krzyku - odpowiedziałam dosyć poważnie
- Nie !?, Violetto masz dopiero 20 lat, chcesz sobie zepsuć życie !?
- Jeśli uważasz że to jet psucie życia to ja się Ciebie wyrzekam ! - już nie dałam rady wytrzymać tej atmosfery
- Wyrzekasz się własnego ojca ?!
- Tato musisz zrozumieć parę rzeczy - powiedziałam trochę spokojniej
- Jakich, wymień proszę !, no , czekam ! - krzyknął mój tata
- Na przykład takich jak to że ja i Leon chcemy żyć wspólnie, kochamy się i że prowadzenie rodziny to jest nasz zamiar
- Ale macie po 20 lat ! Nie rozumiesz
- Ge... German , uspokój się Viola chcę z tobą porozmawiać spokojnie - dodała Angie
- Dziękuję Angie - powiedziałam i uśmiechnęłam się w stronę mojej cioci
- Proszę... Pana, ja naprawdę jestem już odpowiedzialny i zamierzam opiekować się pańską córką... i... i dzieckiem naszym również
Obróciłam się w stronę Leona i uśmiechnęłam
- Violetto , przepraszam już rozumiem a chociaż wiecie czy to chłopiec czy dziewczynka i który miesiąc ??
- Tato parę pierwszych dni
- Violetto, musimy już jechać, mamy sprawę do załatwienia
- Aha, no tak. Przepraszam ale musimy już iść - pożegnałam
Wyszliśmy po za ogrodzenie.
- Co my mamy zrobić - zapytałam Leona
- Chciałem już z tam tąd wyjść, przepraszam
- Nic się nie stało
- Ale wiem co możemy zrobić Leon pchnął mnie do tyłu, oparłam się o samochód, w tedy nasze usta zetknęły się. Na początku miałam obawy że ktoś zobaczy, lecz z czasem gdy pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny, zapomniałam. Co raz bardziej z czasem ginęłam w pocałunku, zapominałam o świecie zewnętrznym skupiłam się na mnie i Leonie oraz miłości która nas łączy. Gdy skończyliśmy, nawet nie wiedzieliśmy ile to trwało, wsiedliśmy do samochodu. Jechaliśmy do domu nie oddzywając się do siebie, nie wiem czemu. Kiedy weszliśmy poszłam do pokoju zobaczyć co z pieskami, zobaczyłam tylko jak oba jadły karmę z misek w kuchni,upadłam. Otworzyłam oczy, ujrzałam świat otaczający mnie w koło.
- Gdzie ja jestem - powiedziałam cichym lecz donośnym tonem
Wtem na koc obok mnie padło jasne światło
- Przecież to pokój dziecięcy - wtedy coś mnie ukuło w boku. Nareszcie obudziłam się w normalnym świecie, byłam w... w karetce ? Odezwałam się trochę nie śmiało - Gdzie ja jestem ? - powiedziałam bardzo cicho nie ze względu na to że jestem zdziwiona, lecz nie mogę wydusić z siebie nawet pół słowa. Nagle z siedzenia za mną, chyba siedzenia bo nie widziałam wstał Leon. Pomógł mi się podnieść, podajże nawet nie jechaliśmy tylko staliśmy w miejscu.
- Panno Castillo, wiemy że jest Panna w ciąży, i to że zemdlałaś nie jest dziwne...
Nagle w karetce rozległo się dziwne pikanie, i coś wybuchło ...
______________________________
Długo nic nie pisałam, więc oto rozdział
Nie wiem co tu napisać więc, cieszcie się rozdziałem :)
~ Katy